ag8 11_4 SLIDER7 slider_ukasz_2 slider_ukasz_5 slider_ukasz_6 19_02_2015_A 1 2 3 4 5 6

kafelki-gsb 02

kafelki-gsb 04

kafelki-gsb 06

kafelki-gsb 08

belka2017

Jestem podróżnikiem. Jestem lepszy? BLOG

spełniajcie własne marzenia…

Łukasz Supergan

 

„ Przeglądając ostatnio zasoby internetu, trafiłem na krótki artykuł zamieszczony na blogu podróżniczym, adresowany do turystów. „Znowu…” – pomyślałem wtedy, trochę zniechęcony. Czemu? Bo zaskakująco często dostrzegam opozycję, w jakiej stawiają się tzw. „podróżnicy” wobec tzw. „turystów”.

Czym różnią się ci pierwsi od drugich? Podróżnikiem czuje się często ten, kto swoje wyjazdy organizuje samodzielnie. Nie korzysta z drogich hoteli, wczasów all-inclu-coś-tam, często działa z niewielkim budżetem. Po drugiej stronie stoją ci, którzy z tych wszystkich udogodnień korzystają. Podróżnik jest kreatywny, zaradny, chce zobaczyć to, czego nie widać w folderach biur podróży. Turysta to ktoś pozbawiony wyobraźni, ambicji, kreatywności, uzależniony od wygód i pomysłów organizatora. Między nimi – szerokie spektrum tych, którzy stanowią coś pośredniego, są mniej ambitnymi podróżnikami lub bardziej ambitnymi turystami, mieszkają w hotelach, ale chcą zobaczyć coś więcej. Granicę między sobą przeprowadzamy jednak jednym pociągnięciem ręki i gniewa nas, gdy zaliczyć nas do tej gorszej, w naszym mniemaniu grupy. Turysta? Tfu! Nie jesteśmy turystami, my PODRÓŻUJEMY!

Uwielbiam podróżować. Uwielbiam tez podróżować samodzielnie, podejmując za siebie wszystkie decyzję i ucząc się na własnych błędach. Taki sposób poznawania świata odpowiada mi najbardziej, gdyż dzięki niemu się uczę. Jestem więc „podróżnikiem”. Nawet jeśli właśnie smażę się na tajskiej plaży, w tłumie miliona podobnych do mnie.

I nie jest ważny fakt, że i my, i oni jeździmy często do tych samych miejsc, oglądamy te same zabytki, fotografujemy tych samych ludzi, by przywieźć do domu namiastkę egzotyki i świadectwo faktu, że dotknęliśmy czegoś prawdziwego. Choć próbujemy uciec poza utarte szlaki, nasze drogi krzyżują się z ICH drogami zaskakująco często. Jesteśmy wówczas wściekli, bo ktoś właśnie zrujnował nam nasze złudzenie, że dotarliśmy gdzieś dalej, wyszliśmy poza utarty szlak, odkryliśmy coś tylko dla siebie.

Mimo to patrzymy przez wysoki płot okalający iluś-gwiazdkowy hotel z wyższością. My sami organizujemy sobie wizy, nocleg i transport. Targujemy się by nie przepłacać i nie psuć lokalnego rynku. Jemy tam, gdzie miejscowi, śpimy jak oni, podróżujemy jak oni, siadamy lub kucamy na tych samych kiblach. My podróżujemy – turyści zza płotu co najwyżej zwiedzają.

 

 

A ci, którzy w podróż nie ruszyli ani razu? Którzy nie zdecydowali się opuścić swojego miejsca? Skłonni jesteśmy mówić im, że wybrali życie według szablonu, że ścieżka którą podążają, jest ścieżką milionów innych, podobnych do nich osób. Podobno „świat jest książką i ci, którzy nie podróżują, czytają tylko jedną stronę” jak powiedział jeden z ojców kościoła chrześcijańskiego. Ale gdyby tak było, każdy kto wyrusza w drogę musiałby na jej końcu stać się mądrzejszy. Nie muszę szukać daleko by wiedzieć, że to nie zawsze prawda. Więcej – wielu z tych, co zostali w miejscu, moszcząc sobie swoje gniazdo na tej Ziemi, to ludzie obdarzeni mądrością i współczuciem, jakich pozazdrościć mogłoby wielu z nas, podróżujących.

Czy buddyjski mnich oddala się od oświecenia tylko dlatego, że spędza całe życie w klasztorze wśród gór?

Czy moi znajomi, dwójka na poły pustelników z warmińskiego lasu, jest mniej uduchowiona tylko dlatego, że odnaleźli swoje miejsce na ziemi i trzymają się go?

Czy tłumy przemierzające tropikalne kraje jak za dotknięciem różdżki stają się duchową i umysłową elitą tego świata, gdyż przemierzyli tysiące kilometrów by się tam znaleźć?

Czy fakt, że odważyłem się opuścić dom automatycznie oznacza stanie się kimś lepszym?

Ludzie którzy wyruszyli w podróż i ci którzy zostali w domu boją się tak samo i tak samo często pokonują strach. Ja – przed wyjazdem w nieznane, spotkaniem z nowymi ludźmi, przed obcością i zagrożeniem. Oni – przed codziennym dniem, w którym dopada ich troska o partnera, o przyszłość dzieci, o los wspólnego domu. Wybory jakich podejmują są przynajmniej tak samo ważne jak moje, może ważniejsze. Mój błąd, na przykład wyjazd do tropikalnego kraju w okresie monsunu, może popsuć mi pobyt. W najgorszym razie wszechobecna wilgoć zniszczy mój drogocenny aparat. Im zły wybór miejsca na budowę domu może zatruć wiele lat, a niewłaściwe wychowanie dzieci przewróci ich życie do góry nogami.

Pamiętam do dziś, jak kilka lat temu spakowałem walizki i na zawsze opuściłem miejsce, które przez pewien czas wydawało mi się domem. Zamknąwszy drzwi, zostawiłem za nimi osobę, której życiowe plany nie dały się pogodzić z moimi. Wydawało mi się, wtedy, że wybieram swobodę, a ona – uwiązanie w miejscu. Dziś każde z nas żyje takim życiem, jakie w tamtej krytycznej chwili wybrało. Ja cieszę się wolnością, ona – rodzinnym szczęściem. Tylko które z nas było tym, co stchórzyło? Które wybrało łatwiejszą drogę? Które z nas musi podejmować decyzje wiedząc, że z ich skutkami mierzyć się będzie całe życie? Czy fakt, że kilka razy w ciągu minionych lat zostawiłem całe moje życie oznacza, że jestem odważniejszy i żyję pełniej niż ktoś, kto przy tym życiu pozostał?

Kto musi być ostrożniejszy, bardziej przewidujący, przedsiębiorczy? Kto z nas jest bardziej odważny? Co to w ogóle jest odwaga?

Jest cała masa ludzi, którzy nigdy nie podróżowali i nie nie będą podróżować. Inni, kiedy już wyrwą się z domu, będą chcieli spędzić ten czas w miejscu, które będzie wydawało się im bezpieczne. Patrzymy wtedy na nich z wyższością, przez płot ich hotelu. Wiemy, że to MY poznajemy świat NAPRAWDĘ, a oni go zaledwie dotykają, prześlizgują się po wierzchu. Czasem mówimy im, że dużo tracą i troszczymy się, pewni, że czegoś im brakuje. Cały czas nazywamy siebie podróżnikami, a ich turystami, rysujemy nieprzerwanie tę linię, która nas oddziela. Kreśląc ją coraz mocniej, nie dostrzegając, że kreska na piasku zamienia się w całkiem głęboką fosę.

Nie staram się osądzać. Sam tak kiedyś robiłem i boję się, że nadal robię. Pytanie tylko: czy ten podział służy czemukolwiek poza poprawieniem własnego samopoczucia?

Rzecz w tym, że nie mamy powodu, by oceniać życia innych w jakikolwiek sposób. Jeśli świadomie wiesz dokąd jedziesz, jakie znaczenie ma fakt, którą klasę wagonu wybierasz? Albo czy w ogóle zechcesz wsiąść do pociągu, aby dać się zawieźć w nowe miejsce? Henry David Thoreau przez większość życia nie zapuścił się dalej niż 25 mil poza granice Concord, swojej mieściny, której mieszkańców tak gwałtownie ganił w swoich esejach. Nie przeszkadzało mu to jednak być fantastycznie bystrym obserwatorem Natury i codziennego życia, choć niemal każda z jego obserwacji poczyniona była rzut kamieniem od maleńkiej chaty zbudowanej nad stawem. Czy istnieje choć jedna książka podróżnicza, która byłaby tak fascynująco przenikliwa, drobiazgowa, bogata w mądrość i napisana tak kwiecistym stylem jak „Walden albo życie w lesie”? Nawet jeśli tak, to dotychczas jej nie znalazłem.

Czy podróż sama w sobie może być celem życia? Kilka lat temu mógłbym, chociaż z wahaniem, odpowiedzieć „tak”. Dziś jednak przemierzanie jakiejś drogi wydaje się jednak mało warte, jeśli nie towarzyszy mu osobista przemiana. Obojętnie w co wierzymy lub co odrzucamy, celem naszego życia powinno być sprawianie, aby stawać się każdego dnia odrobinę lepszym. Jeśli robimy to podróżując – to dobrze. Jeśli robimy to zakładając rodziny i wychowując dzieci – też wspaniale. Każdy z nas ma prawo wybrać inną drogę do szczęścia, zbawienia lub oświecenia, nie ważne w co wierzy i czy w ogóle wierzy w cokolwiek. Jedynym warunkiem niech będzie to, co w języku hinduskim nazywa się ahinsa – niekrzywdzenie i poszanowanie wszelkiego życia. Możemy wędrować kompletnie różnymi drogami, ale zmierzać do tego samego celu. Kłopoty zaczynają się wówczas, gdy sąsiad idący równoległym szlakiem trąca nas swoim kosturem mówiąc „zabłądziłeś”.

Nie starajmy się więc oceniać drogi drugiego człowieka, porównywać ją z naszą lub ślepo naśladować innych. Każdy z nas ma swoją linię życia i każdy powinien samodzielnie szukać tego, co obudzi w nim nową, lepszą osobę.

Gdybym treść wszystkich spisanych tu opowieści miał zawrzeć w 3 słowach, brzmiałyby one: spełniajcie własne marzenia. Czy każdy marzy, by być podróżnikiem?”

170
 
105  151 

GSB

MAY SZLAK BESKIDZKI A

STREFA TURYSTY A

FUNDACJA A