„…Przejście całego Głównego Szlaku Beskidzkiego, od Wołosatego w Bieszczadach do Ustronia w Beskidzie Śląskim, to pomysł Igiełki. Taki projekt rozpoczynający nowe studenckie życie. Do przejścia ok. 500 km. Niestety, wśród swoich rówieśników nie znalazła Igiełka chętnych na taką wyprawę.
Za to ja zgłosiłam się na ochotnika. Co prawda nie wierzyłam, że uda mi się przejść całą trasę. Bieszczady, Beskid Niski, max Gorce… Dla mnie miała to być przede wszystkim wspaniała przygoda, 3 tygodnie bezwzględnej wolności i poznawania ciekawych ludzi. Ballada o drodze. Bez planowania, pośpiechu, wszelakich nakazów i zakazów. Wiedziałam, że z Igiełką nie będę się nudzić. Zawsze miała głowę pełną zwariowanych pomysłów. Teraz już nikt nas nie powstrzyma przed ich realizacją. Trzy tygodnie bez telewizji, informacji o polityce, rozmów o gotowaniu, remontowaniu mieszkania, karierze, pieniądzach, bezrobociu i zwolnieniach grupowych.
Zaczęłyśmy oczywiście od falstartu. Na stronie PKS znalazłam idealny autobus, który z Katowic miał nas zawieźć prosto do Wołosatego. Miał, ale… został zlikwidowany ponoć dwa miesiące wcześniej. Pojechałyśmy więc do Rzeszowa i to był błąd. Teraz już wiem, że to właśnie Kraków ma najlepsze połączenia ze wszystkimi miastami w Polsce. Z Rzeszowa znalazłyśmy tylko połączenie do Sanoka i dopiero stąd do Ustrzyk Górnych. W Sanoku tak się zagadałyśmy na przystanku z poznanym tam sanoczaninem, że zamiast pojechać małą pętlą bieszczadzką wsiadłyśmy do autobusu jadącego przez Komańczę i Cisną. W Ustrzykach odnalazłyśmy schronisko „Kremenaros”, które wyglądem przypominało baraczek hipisów i zaokrętowałyśmy się w 7-osobowej sali. Zostały już tylko miejsca na piętrach łóżek. W dodatku nie było drabinki ani bocznych ograniczników. Byłam pewna, że nocna wyprawa do toalety prędko zakończy tą wyprawę i moje życie…”
WIĘCEJ ZNAJDZIESZ NA :
http://www.eksploratorzy.com.pl/viewtopic.php?f=304&t=23515&view=previous